O medytacji

   „Nie wystarczy po prostu zamknąć oczu, żeby medytować. W czystej medytacji wszystkie nasze instrumenty – organy postrzegania, organy działania, umysł, mózg, inteligencja, świadomość i sumienie – zbliżają się ku centrum bytu i w tym stanie brak jest jakichkolwiek podziałów. Medytacja polega na utrzymaniu w dynamicznej równowadze świadomości intelektualnej i intuicyjnej.”

– Iyengar, „Drzewo jogi”

   Obecnie nie tylko jogini, instruktorzy jogi, ale również coachowie, trenerzy personalni, psycholodzy i wielu innych proponują narzędzie medytacji w pracy z klientem lub pacjentem. Co powoduje że medytacja ma tak silną moc oddziaływania i czym jest ona z perspektywy praktykującego jogina?

   Pamiętacie, gdy niedawno pisałam o stopniach w jodze? Właśnie! Medytacja zwana dhyaną jest przed ostatnim elementem w tej układance.

W medytacji pojawiają się dwie drogi, które łączą się ze sobą. Pierwsza z nich – ewolucja, to ekspresja na zewnątrz, przybliżenie i poznanie własnego ciała, a druga – inwolucja, intuicja, chowanie się do zewnątrz, oznacza zbliżanie się do wnętrza naszej jaźni. Gdy scalimy te dwie ścieżki powstanie medytacja! Wkraczając w ten proces stajemy się uważnymi obserwatorami zarówno tego co dzieje się z naszym ciałem jak i poznania naszego wnętrza.

Medytacji nie da się nauczyć, ponieważ każdy będzie przechodził ten proces inaczej. Można jedynie wskazać w jaki sposób rozpocząć jej praktykę, ale to przez co przejdzie medytująca osoba i jaki będzie owoc tej pracy jest już sprawą indywidualną. Nasze myśli powinny przepływać swobodnie przez nasz umysł. Iyengar porównywał to do wypływającego oleju – gęstego, który nie rozpryskuję się na inne strony, a jednocześnie dotyka naszego ciała i wnętrza.

   Jak zacząć? Po prostu znajdź swoje miejsce – to może przytulny kąt w pokoju, weranda w ogrodzie, cicha kawiarnia za rogiem. Ważne by móc skupić się w tym jednym momencie. Bhandari w swojej książce „Joga Sakti” poleca osobom początkującym włączenie muzyki relaksacyjnej lub zapalenie kadzideł. Osobiście polecam własną przestrzeń na macie gdzieś w domu i ciszę. Pamiętajmy by zachować prosty kręgosłup i często to korygować podczas praktyki (tu właśnie pojawia się punkt obserwacji własnego ciała, o czym pisałam powyżej). Gdy już jesteśmy w wygodnej dla nas pozycji (o pozycjach do medytacji będę pisała w osobnym poście), zamykamy oczy i zaczynamy oddychać. Głęboko, spokojnie, niech oddech przepłynie przez nasze ciało, poczujmy to.

I oczywiście wkradają się te niechciane myśli! Ależ one hałaśliwe. Jak sobie z nimi poradzić? Gdy się pojawią, nie skupiajmy na nich uwagi – po prostu są, zaakceptujmy je, niech płyną z nurtem. A ja polecam powtarzać sobie w głowie słowo „wdech” wraz z wydechem i „wydech” z wydechem. Pomaga się skupić.

Praktyka medytacji to nie jest łatwa sprawa. Osoba która zaczyna swoją przygodę niech zacznie małymi kroczkami, pierwszego dnia minuta, drugiego dnia dwie. Z każdym kolejnym krokiem przedłużamy i staramy się wytrwać. Nic jednak na siłę. Ważne by wprowadzić ją na stałe do naszego życia, to jak z myciem zębów i poranną kawą. Proponuję medytację wcześnie rano, ale również można wieczorem przed snem.

   Co nam to da? Wyciszy, zrelaksuje i da przestrzeń do spotkania z samym sobą, której w zagonionym świecie mamy obecnie bardzo mało. Pozwoli rozwiązać problemy i odnaleźć w sobie potencjał. Ile trzeba praktykować aby to odkryć? Proponuję zacząć i przekonać się na samym sobie! Gorąco zachęcam do własnej praktyki.

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *